BIO

The Bullseyes to gorącokrwisty rockowy duet z wielkopolskiego Leszna. Darek Łukasik na gitarze, Mateusz Jarząbek na perkusji, wspólnie pragną skrócić dystans i otulić Świat muzyką, która czerpie jednocześnie z garażowego rocka i zwięzłej, futurystycznej produkcji. W rezultacie uzyskujemy kompaktowe rockowe brzmienie z punkowym duchem, które zaopatruje przyspieszający świat w intensywne bodźce.

Czerwona tarcza w logo zespołu idealnie prezentuje ich muzyczną misje. Bez wypełniaczy, do celu, z olbrzymią dawką energii.

The Bullseyes chcą naprawiać Twoje słabe dni i przy okazji dobrze się bawić. To, co określają mianem „dobrej zabawy” mieści się gdzieś pomiędzy komponowaniem wysoce uzależniających, energicznych linii melodycznych, a pisaniem hiperbolizowanych tekstów bazujących na prostych obserwacjach psychologicznych. Wszystko to oprawione niejednokrotnie wizualnie niezręcznym poczuciem humoru.
Muzycznie, The Bullseyes to początki brytyjskiej inwazji, szaleństwo The Cramps, zwięzłość wielkich duetów rockowych (White Stripes, The Black Keys) oraz chwytliwość zdjęta żywcem z największych światowych toplist.

Przez teledyski The Bullseyes przemawia olbrzymi dystans oraz poczucie humoru artystów. Przez śląskie szlagiery (Yet There’s You), Windowsa 98 (It Might Not Be For Me), po dosłowny Świat, gościnnie w teledysku (World Doesn’t Care”). W prawdziwym rockowym duchu, pragną by ich piosenki wybrzmiały jak najdalej. „Nic nas tak nie napędza, jak docieranie muzyką w nieosiągalne zakątki Świata”
Download HQ Press Photos

THE BEST OF THE BULLSEYES

The Best of The Bullseyes (Cover)POSŁUCHAJ
30 października świat zalały rockowe brzmienia serwowane przez wielkopolski duet The Bullseyes! Album „The Best of The Bullseyes” to zwieńczenie sezonu i zakończenie pierwszego etapu kwitnącej kariery. To 12 rześkich, skrajnie chwytliwych utworów, będących przechadzką po całym spektrum intensywnych emocji. Płytę promuje singiel „Moment’s Arrival” wraz z teledyskiem.

The Bullseyes o „The Best of The Bullseyes”:
„Nazwaliśmy nasz debiutancki album THE BEST OF THE BULLSEYES, bo po co czekać 30+ lat na prawdziwy album „THE BEST OF…” tylko po to, by i tak w większości posłuchać utworów z pierwszego albumu. Utwory na płytę powstawały przez 8 lat. Po drodze wybrednie rezygnowaliśmy ze wszystkich tych nagrań i pomysłów, które gorzej reprezentowały myśl przewodnią lub były chociażby odrobinę poniżej oczekiwanej chwytliwości. Wszystkie single na płycie powstały w kontekście kilku innych, nigdy niepublikowanych, przez co każdy z 12 utworów mógłby śmiało promować przynajmniej osobną EPkę.”

O singlu „Moment’s Arrival"

Jest to wzniosły numer o tym, jak każdy z nas pozostaje napędzany chęcią realizacji jakiegoś oddalonego, finalnego celu. Lepiej dla nas by cel ten nigdy nie został osiągnięty. Lepiej by nasza moc napędowa nie gasła a obrany punkt docelowy się oddalał – w retrospekcji najpewniej okaże się, że przez to co przeżyliśmy ścigając cel, mamy już wiele powodów do tego by móc czuć się lepszymi i szczęśliwszymi ludźmi. Żaden inny utwór nie obrazuje lepiej momentu, w którym jesteśmy jako artyści i jako ludzie. "THE BEST OF THE BULLSEYES" jest debiutanckim zwieńczeniem pierwszego „sezonu” naszej działalności, a „Moment’s Arrival” to utwór o nadejściu - a wcześniej wyczekiwaniu - tego właśnie momentu.

O płycie "THE BEST OF THE BULLSEYES"
Rześkie, skrajnie chwytliwe utwory, będące przechadzką po całym spektrum - dwuznacznie pozytywnych - intensywnych emocji. Zaczynając od pełnych punkowego ducha, neurotycznych piosenek o miłości (Love’s Blow, Can’t Believer, My Head is Full of You, Butterfly) przez utwory przepełnione millenialnym zagubieniem (Restless Mind, It Might Not Be For Me, Nothing Disturbs Me) po optymistyczny nihilizm, nadzieję i naiwność (World Doesn’t Care, Moment’s Arrival, Regular Sky). Zestaw zwięzłych, wyrazistych gitarowych kompozycji, napisanych tak, by długo nawiedzały słuchające głowy.

Osiem z dwunastu utworów dorobiło się już swojego teledysku. Bez skrupułów waliliśmy w twarz dmuchawami (Love’s Blow), byliśmy jak divy ze śląskiego szlagiera (Yet There’s You), umieraliśmy z zimna w basenie (Can’t Believer), wkomponowaliśmy się w Windowsa 98 (It Might Not Be For Me) i gościnnie uraczył nas swoją obecnością Pan Planeta Ziemia (World Doesn’t Care)…

Pierwszy singiel promujący album (World Doesn’t Care) został doceniony na całym świecie – utwór został przesłuchany w każdym kraju, do którego dotarło Spotify. Obecnie teledysk przekroczył pół miliona wyświetleń na YouTube i trafił na playlisty edytorskie m.in. w serwisach Spotify czy Tidal.

Wybrane single

live

Listen to
The Bullseyes

You can find us on every streaming platform.
Don't forget to follow if you like what you hear!